Postaram się w miarę wolnego czasu pokazać świat widziany z mojej perspektywy. Część wpisów poświęcę na to czym się zajmuję na co dzień, jakie są moje pasje, a trochę tego jest więc będzie o czym pisać. Muzyka też się tutaj pojawi, zwłaszcza utwory nie łatwo dostępne w internecie a jak najbardziej ciekawe i warte wysłuchania. Z założeniem bloga nosiłem się dłuższy czas, ale z lenistwa nigdy tego nie zrobiłem, aż do dziś.
czwartek, 23 lutego 2012
Sesja i po sesji
Kilka dni temu zakończyłem sesję na dobre. Ostatni wpis miał miejsce 16 lutego i udało mi się szczęśliwie ten etap zamknąć w czasie przerwy międzysemestralnej. W porównaniu z pierwszym semestrem wlokącym się w nieskończoność, ten minął szybko i w miarę przyjemnie. Teraz czeka mnie trzeci już ostatni semestr i przygoda na studiach dobiegnie końca. Po malutku mogę już myśleć nad kolejnym eventem jakim będzie szukanie pracy, ale póki co jeszcze mam cztery miesiące laby. Podczas tak długiej przerwy w robieniu wpisów spotkało mnie kilka ciekawych sytuacji. Jednią z nich było nieoczekiwane zejście powietrza z lewego przedniego koła w samochodzie i miałem okazję pierwszy raz w życiu własnymi rękami założyć koło zapasowe. Już od jakiegoś czasu nie podobał mi się gumowy zaworek w kole, aż nagle zeszło mi przez niego powietrze do zera. Przy okazji wymiany koła spotkał mnie peszek i zdjęte koło z moją pomocą przewróciło się na nieopodal leżący kołpak łamiąc go doszczętnie. Miałem 50% szans, że koło przewróci się na kołpak, ale pokarało mnie za przeklniecie w chwili gdy zobaczyłem pustą oponę nie powstrzymałem się od magicznego słowa na k. Po kilku dniach w wolnym czasie udałem się do mechanika, zaworek wymieniłem i wszystko od tego momentu gra i buczy. Nauczony na tej przygodzie przy wymianie opon na letnie polecą trzy pozostałe zaworki, bo wątpię by były wymieniane od 16 lat chociaż raz. Praktycznie ta przygoda to było nic, najlepsze dopiero miało mnie spotkać. Pewnego razu zdarzyło mi się dość późno wrócić z Częstochowy, zdawałem sobie sprawę, że do mnie o tej godzinie nie ma bezpośrednio autobusu, ale byłem pewien na 100%, że do miejscowości obok gdzie miałbym do przejścia około 2,03 km co zajmuje średnio 24 minuty jedzie jakiś autobus. Życie jednak zweryfikowało, że nic z tych rzeczy. Co za kraj godzina 23:11 i nie ma czym wrócić do domu z miasta. Jak żyję nie miałem okazji przespacerować się taki ładny kawałek. Kiedyś musiał być pierwszy raz i strzeliłem sobie 8, 32 km w około 1 godzinę 44 minuty. Tutaj przedstawiam mapkę mojego spacerku:
Później tak mnie wędrówka wyssała, że zamiast siedzieć w nocy na kompie usnąłem jak dziecko momentalnie po umyciu się. Podczas tej podróży będąc w około połowie drogi zauważyłem jak facet przechodząc przez pasy ciągnie za sobą kobietę wchodząc niemal pod nadjeżdżający samochód . Pani krzyczy „puść mnie słyszysz” , dalej na chodniku krzyczy to samo i dodatkowo zaczyna tego faceta okładać torebką, w międzyczasie zatrzymuje się jakiś samochód , widzę że facet ma uchylone okno i przygląda się na sytuację, ja podchodzę grzecznie pytam " przepraszam jest jakiś problem ?". Agresywny pan spogląda na mnie, ale zapewne był zbyt pijany by cokolwiek z siebie wydusić. Po chwili kobieta odpowiada " nie to mój mąż". Pomyślałem ok skoro nie chce pani pomocy to spadam i poszedłem dalej w kierunku domu. W oddali słyszałem jak ona dalej krzyczała " puść mnie słyszysz ". Przyznam szczerze, że nie rozumiem kobiet. Skoro nie ma żadnego problemu to w takim razie po co się drzeć w nocy za piętnaście dwunasta na ulicy?. Dla mnie cała sytuacja bardzo dziwnie na ulicy wyglądała. Czym w takim razie kierują się kobiety przy wyborze partnera by dać się tak traktować na ulicy, bo pan i władca chwycił i nie puści, gdzie szacunek do samej siebie? Dla mnie to jest poniżej krytyki. Jak można się dawać tak traktować jak typowe ścierwo, jak czyjaś własność? Zapewne kobiety pociągają tacy niegrzeczni chłopcy, bo są oni tacy męscy. Jeśli jednak kobiety uwielbiają jak używa się wobec nich siły, a może i nawet bije to ich sprawa. To był kolejny w moim życiu dowód na potwierdzenie teorii, że facet powinien być takim typowym cwaniakiem, lekko chamskim wobec płci przeciwnej, bo w przeciwnym razie jest z miejsca na pozycji straconej. Podejrzewam, że kobiety, które to przeczytają oburzą się, że tak nie jest my chcemy miłych itp., ale jakich drogie panie wybieracie? Czy aby na pewno takich jak mówicie? W kobiecej logice jeśli takowa istnieje jest duża rozbieżność między tym co panie mówią, robią, a chcą. Dużo razy rozmawiając z kobietą mam wrażenie, że ma ona w sobie jak nosiciele z Gwiezdnych Wrót pasożyta zwanego Goa’uld, który steruje pośrednio nią samą, stąd to niezdecydowanie , często używanie słowa nie wiem, musze się zastanowić, nagła nielogiczna zmiana decyzji pod wpływem chwili itp. Może dzisiaj nie będę już nic więcej pisał, bo za te z lekka szowinistyczne stwierdzenia kobiety spalą mnie na stosie. Na sam koniec dorzucam jeszcze ciepły, bo nie dawno sfotografowany nasz wydziałowy telewizorek:
czwartek, 2 lutego 2012
Chwila oddechu
Sesja na dobre się rozpoczęła i tak nie było czasu robić
wpisów. Od ostatniej mojej wizyty na tym
blogu przyszły do mnie dwie zamówione rzeczy: pasek główny magnetofonu i karta
diagnostyczna PCI. Pasek do magnetofonu
dalej leży w kopercie i czeka na założenie. Tak wygląda całkowicie nowy:
Jak widać jest o około 0,5 cm krótszy od starego. Miejmy nadzieję, że magnetofon dzięki niemu będzie lepiej przewijał w przód.
Razem z tym paskiem chciałem zamówić
sobie skalę na zakres CCIR do mojego Radmora 5102T, ale nie było ich wtedy dostępnych.
Najśmieszniejszy jest fakt, że mój
Radmor jest przestrojony, ja szukam do niego skali, a sam nie słucham radia. Zaprogramowałem
tylko kilka stacji i raz na jakiś czas postrzelam po kanałach i mi starczy
styczności z radiem. Karta natomiast została już użyta kilka razy i za każdym z
nich płyta przechodziła cały test. W przypadku tego modelu płyty głównej
zawierającej bios AMI test P.
O. S.T. kończy się wyświetleniem szesnastkowo kodu 00, który to oznacza
poprawne przejście całej procedury testowej. Do karty dołączona była książeczka
zawierająca objaśnienia znaczenia kodów dla każdego rodzaju biosu. Po zdjęciach
na aukcjach myślałem, że będzie ta karta dość duża, a w rzeczywistości jest
wielkości naklejki na dyskietkę. Karta posiada dodatkowo diody LED monitorujące
napięcia zasilające komputer: +12V, -12V, 3V, IRDY, CLC, RST, FRAME. Fajna
funkcja wprost dla leniwych, których koli miernik.
Karta diagnostyczna:
Filmik ukazujący pracę karty i wyświetlane przez nią komunikaty:
Już raz udało mi się wyłapać błąd za pomocą tej karty, ale zapomniałem go sobie zapisać, a teraz ciężko mi jest sobie go przypomnieć, więc polowanie rozpoczynam od początku.
czwartek, 26 stycznia 2012
Ciekawy czwartek
Długi czas nie pisałem, ale natłok spraw związanych ze
studiami zrobił swoje. Pomału jednak wychodzę na prostą. Wracając myślami do
ostatniego czwartku, aż skręca mnie od śmiechu. Jak zwykle co czwartek wybrałem
się z rodzicami na zakupy w roli kierowcy, a że zawsze zabieram ze sobą moją
samochodową płytotekę w ilości 17 płyt Cd nie inaczej i było w zeszły czwartek.
Z tym, że jak sięgałem energicznie po etui z płytami zahaczyłem palcem o
segment nie trafiając ręką w półkę. Uderzenie było na tyle mocne, że ledwo
powstrzymałem się od magicznego słowa na k. Sam się sobie dziwię, że nie
przeklinałem, tylko wziąłem to etui i poszedłem do samochodu. Szczęście jest
takie, że nie złamałem palca. Lekarz padłby ze śmiechu jak pytałby jak to się
stało, a ja na to, że sięgałem po etui z płytami. Praktycznie
dużo czynności wykonuję takich, które nieopatrznie mogłyby spowodować taki
uraz, ale zahaczając o segment przeszedłem samego siebie. Z tej okazji zrobiłem
sobie pamiątkową fotkę, bo pierwszy raz w życiu tak się urządziłem:
Może jestem zagrożeniem dla samego siebie. Pisząc to nie mogę się przestać śmiać, oby tylko zeszły czwartek się nie powtórzył.
Ogólnie od ostatniego wpisu postanowiłem wziąć się za komputer i kupić kartę diagnostyczną by rozwikłać przyczynę tych samoczynnych przywieszeń mojego komputera. Ostatni komunikat, jaki zarejestrowałem to BSOD witający mnie po starcie systemu, który zresetowałem właśnie po zawieszeniu.
Wszystko to coraz
to bardziej przybliża mnie do uznania dysku za winowajcę całego zamieszania ;)
Jeszcze jednak dla pewności zapuszczę sobie Memtesta na zupełnie nowych
dyskietkach.
Prócz zabawy z komputerem w międzyczasie dopieszczam magnetofon szpulowy. Ostatnio chciałem poczyścić taśmy, ale magnetofon już ma duże problemy z przewijaniem, gdy użyję oczyszczacza do taśmy. Diagnoza pasek główny magnetofonu do wymiany, a jak się dowiedziałem ten który w nim aktualnie pracuje jest od nowości. Standardowy pasek główny magnetofonu szpulowego M2405S ma wymiary 80 x3 mm, a jak widać na załączonym obrazku obecnie pasek jest wyciągnięty o ponad 0, 5 cm stąd brak siły do ciągnięcia:
Prócz zabawy z komputerem w międzyczasie dopieszczam magnetofon szpulowy. Ostatnio chciałem poczyścić taśmy, ale magnetofon już ma duże problemy z przewijaniem, gdy użyję oczyszczacza do taśmy. Diagnoza pasek główny magnetofonu do wymiany, a jak się dowiedziałem ten który w nim aktualnie pracuje jest od nowości. Standardowy pasek główny magnetofonu szpulowego M2405S ma wymiary 80 x3 mm, a jak widać na załączonym obrazku obecnie pasek jest wyciągnięty o ponad 0, 5 cm stąd brak siły do ciągnięcia:
czwartek, 19 stycznia 2012
Powrót
Zgodnie ze złożoną sobie
obietnicą zacząłem A6W. Liczę, że brzuszki, które wykonywałem od około miesiąca
ułatwią mi cały cykl ćwiczeń. Styczeń będzie miesiącem wytężonej nauki przed
zbliżającą się sesja. Zacznie się robienie, laborek i projektów na hurra. Do
tego wszystkiego dojdzie nauka na egzaminy, ale oby nie było jej zbyt dużo, bo
przeuczenie jest tak samo szkodliwe jak przejedzenie. Początek nowego roku na
studiach był czasem luzu. Praktycznie pierwsze dwa dni nie było potrzeby
wstawać, a ja głupi wybrałem się na politechnikę.
Czwartek minął mi pod
znakiem zakupów, które minęły całkowicie spokojnie. Jedyne co mi utkwiło w
pamięci to bardzo silny wiatr, który mimo tego, że mój samochód ma 985 kg masy własnej
powodował lekki dyskomfort w prowadzeniu. Zwłaszcza na otwartych przestrzeniach
dało się odczuć te podmuchy.
Piątek zaczął się dla mnie
od pobudki o 5:45, 6:10 już wyjeżdżalem w kierunku Czeladzi. Po powrocie
zrobiłem sobie małą drzemkę do 14.
Gdy już doszedłem do
siebie wybrałem się zobaczyć ten radiomagnetofon. Niestety paragonu nie było,
więc gwarancja też nie wchodziła w grę. Okazało się, że jest to Watson RR5875M.
Od nowości nie odtwarzał taśm. Na pierwszy rzut oka myślałem, że może nie ma on
pasków napędowych. Jednakże po otwarciu moim oczom ukazał się niedziałający
silnik. Dla pewności sprawdziłem napięcie na przewodach zasilających silnik,
które to wynosiło około 14,5 V. Po pewnych problemach związanych z pozbyciem
się kleju z punktów lutowniczych, jak i wydobyciu całego silnika przystąpiłem
do pomiarów. Silnik okazał się modelem EG530AD9B 9V. Po uprzednim sprawdzeniu
go zewnętrznym zasilaczem na którym też nie dał życia zorientowałem się że nowy
kosztuje zaledwie 5 zł. Tylko jaki jest sens kupować nowy skoro można naprawić
stary. Po całkowitym rozebraniu silnika dał się zauważyć minimalny ubytek na
ścieżce powodujący przerwę w zasilaniu. Problem znaleziony i wystarczyło tylko
w umiejętny sposób połatać ścieżkę, sprawdzić czy wszystko działa i zamontować.
Przy składaniu wszystkiego odwrotnie przylutowałem przewody zasilające silnik
wskutek czego magnetofon odwrotnie nawijał taśmę, zamiast odtwarzać wciagał ją
do środka. Najciekawsza jest jednak chińska myśl techniczna, która to silniki 9
V zasila napięciem 14,5. Naprawa nie była trudna lecz pracochłonna.
Tutaj fotka zrobiona podczas grzebania:
Ja zwykle nie lubię
naprawiać obecnie produkowanego sprzętu z kilku powodów. Jednym z nich jest
klejenie na gorąco wszystkiego co popadnie. Kolejnym stosowanie krótkich
kabelków. Nierzadko zdarza się brak oznaczeń elementów przez
producentów.Te przytoczone mankamenty
skutecznie odstraszają od napraw takiego sprzętu.
Osobiście dla mnie obecnie
produkowany sprzęt nie ma duszy, jak i szans zapisania się w kartach historii.
Dlatego brak wartości sentymentalnej powoduje, że bardzo łatwo taki sprzęt
wyrzucić skoro tanio można mieć taki sam lub podobny.
Dzisiejszy wpis mialem
dodać już w sobotę późnym wieczorem, ale pierwszy raz od dawien dawna brakło
internetu. Co ciekawe w niedzielę dostęp do sieci był, jednakże ja zrobiłem
spontaniczny format, pierwszy w tym roku, a trzeci w ciągu miesiąca. Historia z
formatem zaczęła się nieśmiało od próby użycia programu Vob Sub, który niestety
u mnie na Xp nie dziala, później wyszedł kolejny zonk - brak możliwości
użycia chkdsk na dysku c i jego błędy
komunikowane przez TuneUp, co najprawdopodobniej świadczy o uszkodzeniu dysku. Komputer "uwielbia" wieszać mi się po
kilka razy na dzień. Jeszcze tylko dla pewności wykluczę błędy pamięci RAM i
pokuszę się o kupno dysku. Co prawda istnieje jeszcze obawa o kondensatory
elektroniczne na płycie głównej, Zwlaszcza te w sekcji zasilania, lecz
wizualnie wyglądają jak nowe, a ja nigdy nie dałem im popalić bawiąc sie w
overcloking.
Dodając ten wątek dzisiaj
wspomnę o niecodziennej sytuacji jaka mi się przydarzyła na przejściu dla
pieszych w Częstochowie. Jak zwykle twardo kroczę przez pasy na zielonym
świetle, a tutaj pan na warunkowym skręcie w prawo widocznie zamyślił się.
Przekraczając trzy pasmową jezdnię jestem przy samiutkim końcu, a widzę
samochód z prawej strony wjeżdżający na pasy. Na szczęście kolega dodatkowo
mnie uprzedził. Pan kierowca nie potrącił by mnie, ale stopy miałbym płaskie
jak figurka z plasteliny. Pierwszy raz przydarzyła
mi się taka sytuacja w życiu.
Kolejne dni upłynęły mi pod znakiem ciągłej wali z komputerem. Początkowo sprawdziłem ram memtestem najpierw w dualu co powitało mnie komunikatem :
Kolejne dni upłynęły mi pod znakiem ciągłej wali z komputerem. Początkowo sprawdziłem ram memtestem najpierw w dualu co powitało mnie komunikatem :
Później sprawdziłem pojedynczo kości przy czym pierwsza przeszła test bezbłędnie:
Za około dwa tygodnie czas rozrywki czyli sesja. Na karcie widnieją aż 3 egzaminy. Do tego wszystkiego trzeba zrobić 3 projekty, trochę laborek, ale nie ma to jak czuć ten nóż na gardle.
niedziela, 1 stycznia 2012
Nowy rok, nowe plany, marzenia
Zaczął się nowy rok, jak w temacie każdy ma nowe cele w życiu, marzenia. Życzę wszystkim spełnienia przede wszystkim tych najskrytszych marzeń, które ma każdy z nas. Miniony rok był dla mnie z jednej strony pasmem sukcesów. Jako główny wspomnę wymianę przełącznika rodzaju pracy w magnetofonie szpulowym z czego do tej pory jestem dumny, bo miałem chwile zwątpienia i myślałem, że mi to się nie uda. Kosztowało mnie to dwa tygodnie żmudnej dłubaniny. Połowa magnetofonu została rozebrana.Drugim ważnym sukcesem było uzyskanie dyplomu inżyniera, ale i tak o wiele trudniejsze było zdobycie dyplomu technika elektronika i dlatego ten drugi bardziej sobie cenię. Niestety prócz sukcesów w zeszłym roku wydarzyły się mniej przyjemne rzeczy. Tej, którą stawiam na miejscu pierwszym do tej pory nie mogę zrozumieć, ale widocznie tak miało być. Uważam,że to co nas w życiu spotyka jest nagrodą bądź karą za poprzednie występki. Nierzadko takie doświadczenia mają zmobilizować nas do bycia lepszymi ludźmi, zmusić do refleksji nad własnym życiem i pokazać co w nim jest ważne. Ogólnie sam siebie nie uważam za dobrego człowieka i z dnia na dzień staram się pracować nad swoim charakterem, by być lepszym bratem, synem, człowiekiem. Myślę, że jeśli człowiek do czegoś dąży, stara się to w końcu udaje mu się zrealizować swoje marzenia. Drugą mniej przyjemną okolicznością jest odejście jednego z naszych kotów. Stało się to jeśli dobrze pamiętam na początku listopada. Najgorsze jest to, że razem z tatą i ciotką jeździliśmy przez ponad miesiąc z nią do weterynarza by leczyć łapkę, która mimo prognoz pana doktora wróciła do pełnej sprawności. Jak sobie pomyślę ile to zwierze się nacierpiało, ile strachu przeżyło. Dalej w uszach słyszę ten jej krzyk, jeśli można to tak nazwać.Wyjątkowość jej polegała na tym, że jako jedyny znany mi kot miała specyficzny sposób obcierania się, nie o nogi, a skakania do ręki. Ciągle przypominała mi wierzchowca stojącego na tylnych nogach. Do tego wszystkiego dochodzi umiejętność otwierania drzwi,a z tego co mi wiadomo koty są zbyt uparte by łatwo je było wytresować, a ona tak sama z siebie otwierała drzwi.
Po podsumowaniu tego roku przychodzi czas na pomysły na rok następny. Prócz jednego marzenia, które mam, ale nie mogę powiedzieć jakie bo się nie spełni. W nowym roku planuję przeprowadzić dalszą konserwację magnetofonu, wymienić paski napędowe, a co ważne spróbować nagrań na taśmie VHS, ostatnie na starych Stilonach dały fatalny rezultat. Kolejnym moim krokiem będzie wymiana wszystkich elektrolitów w moim Radmorze 5102T oraz samodzielne zaprojektowanie dwóch płytek stereodekoderów do tego amplitunera. Z dnia na dzień staram się czegoś nowego nauczyć, bo jak wiadomo jak człowiek się nie rozwija to stoi w miejscu. Za około sześć miesięcy jak napiszę pracę magisterską będę szukał pracy i w odpowiedni sposób spożytkowany teraz czas da mi łatwiejszy start mimo praktycznie braku doświadczenia zawodowego. Postaram się do tego czasu rozwinąć maksymalnie swoje zainteresowania. Nie wykluczam chęci nauczenia się gry na gitarze, która za mną od długiego czasu chodzi. Dokładnie od pierwszego stycznia zaczynam zabawę z A6W to będzie moje drugie podejście do tego tematu. Wcześniej odpowiednio "rozgrzałem" mięśnie brzucha co mam nadzieję ułatwi mi przejście całego zestawu ćwiczeń. To by było na tyle marzeń i planów na ten nowy rok.
Po podsumowaniu tego roku przychodzi czas na pomysły na rok następny. Prócz jednego marzenia, które mam, ale nie mogę powiedzieć jakie bo się nie spełni. W nowym roku planuję przeprowadzić dalszą konserwację magnetofonu, wymienić paski napędowe, a co ważne spróbować nagrań na taśmie VHS, ostatnie na starych Stilonach dały fatalny rezultat. Kolejnym moim krokiem będzie wymiana wszystkich elektrolitów w moim Radmorze 5102T oraz samodzielne zaprojektowanie dwóch płytek stereodekoderów do tego amplitunera. Z dnia na dzień staram się czegoś nowego nauczyć, bo jak wiadomo jak człowiek się nie rozwija to stoi w miejscu. Za około sześć miesięcy jak napiszę pracę magisterską będę szukał pracy i w odpowiedni sposób spożytkowany teraz czas da mi łatwiejszy start mimo praktycznie braku doświadczenia zawodowego. Postaram się do tego czasu rozwinąć maksymalnie swoje zainteresowania. Nie wykluczam chęci nauczenia się gry na gitarze, która za mną od długiego czasu chodzi. Dokładnie od pierwszego stycznia zaczynam zabawę z A6W to będzie moje drugie podejście do tego tematu. Wcześniej odpowiednio "rozgrzałem" mięśnie brzucha co mam nadzieję ułatwi mi przejście całego zestawu ćwiczeń. To by było na tyle marzeń i planów na ten nowy rok.
czwartek, 29 grudnia 2011
Zabawa z dyskiem i bad sectory
Myślałem, że dzisiejszego wpisu nie uda mi się zrobić, ponieważ mam problemy natury sprzętowej z komputerem, a ich naprawa może trochę potrwać. Czego jednak nie robi się z nudów i tak piszę rysikiem na telefonie.
Od rana odkąd wstałem miałem problemy ze startem mojego jak to siostra mawia pieszczotliwie komputerka, którego złożyłem z części zalegających mi w szafie. System się ładował, a później czarny ekran. Pierwsza myśl to odzyskanie systemu. Wrzucam płytkę klikam napraw, a tutaj zamiast przycisku dalej moim oczom ukazała się konsola. Poratowałem się helpem i odzyskałem sektor rozruchowy i po kilku próbach system zastartował. Druga próba włączenia i wyłączenia przebiegła bez problemu. Cud samo się naprawiło. Stosując zasadę nie poznasz póki nie rozbierzesz rozbebeszyłem komputer i jeszcze raz dokładnie przyjrzałem się kondensatorom, które wyglądają jak nowe mimo, że mają około 9 lat.
Początkowo nastawiony byłem na wymianę w ciemno wszystkich kondensatorów. Naliczyłem ich 35 sztuk. Przeliczając koszty takiej operacji ich liczbę ograniczyłem tylko do tych 12 z sekcji zasilania. Złożyłem wszystko do kupy i dla pewności przeleciałem dysk w poszukiwaniu bad sektorów. Użyłem do tego ADRC Hard Disk Checker 1.01 i znalazł on na początku dwójkę. Przystąpiłem do głównego ataku programem HDD Regenerator, który jest w stanie naprawić bad sektory techniką polegającą na przemagnesowaniu powierzchni dysku. Wedle tego co pisze producent programu to 60 % przypadków to tego typu bad sektory które za pomocą tego narzędzia da radę naprawić. U mnie w chwili pisania tego jest 55% i póki co dwa bad sektory odzyskane, więc gorąco polecam ten program.
Mam cichą nadzieję, że ominie mnie wymiana kondensatorów. Odkąd pamiętam to mam tendencję do drżenia rąk i choć umiejętności mam wystarczające to może mi zejść trochę czasu przy takiej pracy wymagającej niezwykłej dokładności. Wszystko zależy od dnia.
Dzisiaj też miałem okazję gościć w domu naszego nowego proboszcza przy okazji wizyty duszpasterskiej. Jako, że nie jestem typem ofermy, która ucieka jak ksiądz ma przyjść po kolędzie do drugiego pokoju jak niektórzy byłem jak co roku. Proboszcz zapytał mnie "dlaczego nie uczęszczam do kościoła i od zeszłego roku nie widzi poprawy". Zdziwiło mnie to, że nie widzi poprawy skoro w zeszłym roku był wikary. Grzecznie odpowiedziałem, że z jednej strony z lenistwa, a z drugiej nie czuję takiej potrzeby, wystarczy mi wieczora modlitwa. Pojawiły się od razu stwierdzenia, że "żyję poza kościołem" , że grzeszę. Dziwi mnie to kim jest ksiądz, że może osądzać co jest grzechem, a co nie. Chyba, że jest człowiekiem nieskazitelnym, a jak wiemy takich ludzi nie ma. Co będzie mi zaliczone w poczet grzechów to będzie, ale dopiero na sądzie ostatecznym. Według mnie najważniejsze jest to jakim ja człowiekiem jestem dla bliźnich, a nie to czy chodzę do kościoła. Załóżmy, że przykładnie chodzę do kościoła co niedziele, a w domu bije bliskich, sięgam po alkohol i według księdza pewnie wszystko jest ok, bo nie mam grzechu polegającego na nie braniu udziału w mszy. Przecież kościół to tworzymy my jako wierni, to nie kwestia miejsca. Pozwolę sobie na cytat: "Tam, gdzie dwóch lub trzech zbierze się w moim imieniu, tam Ja jestem między nimi" tak więc możemy modlić się sami we własnym gronie w grupie kilku osób bez udziału kapłana. Odnośnie mojej osoby to przyznam, że jestem dość złym człowiekiem. Staram się nad sobą pracować. Niestety wiele razy przegrałem z moją naturą choleryka, choć staram się jak mogę by być jak najlepszym człowiekiem, ale z dnia na dzień jeszcze nikt sie nie zmienił. Podejmując temat wiary - moja nigdy nie została zachwiana, mam tylko pewne uwagi odnośnie instytucji kościoła i tym co on głosi, a jakie to ma odniesienie w rzeczywistości. Żyje na tym świecie nie od dzisiaj i trochę w życiu widziałem.
wtorek, 27 grudnia 2011
The Idle Race
The Idle Race
The Idle Race – brytyjska grupa rokowa prowadząca swoją działalność w latach 1967 – 1972. Wydała dokładnie trzy albumy studyjne: The Birthday Party (Październik 1968), Idle Race (Listopad 1969), Time Is (1971). Pierwsze dwa albumy wydano w składzie:
Jeff Lynne - vocals, guitar, piano
Dave Pritchard - guitar, vocals
Greg Masters - bass guitar, vocals
Roger Spencer - drums, vocals
Ostatni album grupa wydała w składzie:
Dave Pritchard - vocals, guitar, flute
Dave Walker - vocals, harmonica, piano
Mike Hopkins - lead guitar, vocals
Greg Masters - bass guitar, vocals, electric cello
Roger Spencer - drums, percussion, vocals
Oprócz bycia trampoliną do kariery dla Jeff’a Lynne, zespół trzymał znaczące miejsce w historii brytyjskiej muzyki pop-rockowej między The Move, the Electric Light Orchestra, Steve Gibbons Band and Mike Sheridan and The Nightriders. Mimo, że grupa miała mnóstwo fanów nigdy nie zdobyła sukcesu komercyjnego. Dlatego chciałem pokrótce przedstawić twórczość jednego z mniej znanych, a jak najbardziej wartych poznania zespołów przełomu lat 60. i 70.
Tracklist
1. "Skeleton and the Roundabout" – 2:26
2. "Happy Birthday" (Patty Hill, Mildred J. Hill) – 0:23
3. "Birthday" – 3:00
4. "I Like My Toys" – 2:12
5. "Morning Sunshine" – 1:48
6. "Follow Me, Follow" – 2:48
7. "Sitting in My Tree" – 1:59 (mono)
8. "On With the Show" – 2:22
9. "Lucky Man" – 2:38
10. "(Don't Put Your Boys In The Army) Mrs. Ward" – 2:14
11. "Pie in the Sky" (Dave Pritchard) – 2:23
12. "The Lady Who Said She Could Fly" – 2:22
13. "End of the Road" – 2:09
Jeśli miałbym wybrać trzy utwory z tej płyty to dla mnie numerem jeden bezsprzecznie jest "The Lady Who Said She Could Fly" autorstwa Lynne. W utworze pojawiają się skrzypce, wiolonczela. Głos lidera tak wspaniale rozchodzi się w przestrzeni. Moim zadaniem doskonałe wykorzystanie stereofonii. Drugim utworem będzie "End of the Road" za prosty tekst wpadający w ucho. Praktycznie po przesłuchaniu tej piosenki cały czas grała mi w głowie. Nad ostatnim miejscem się wahałem. Początkowo skłaniałem się ku utworowi "On With the Show" za skojarzenie z bajkami z Loonley Tunes, ale ostatecznie moim numerem trzy tej płyty jest "Follow Me, Follow". Gorąco zapraszam do przesłuchania całej płyty gdyż każdy utwór jest podlinkowany do youtube.com.
Idle Race (Listopad 1969)
Kolejny album The Idle Race
spod pióra Jeff’a Lynne wkutek nieodniesienia sukcesu na listach przebojów
spowodował odejście jego samego do zespołu The Move.
Tracklist
1. "Come With Me" - 2.45 (rechanneled to simulate stereo)
2. "Sea Of Dreams" - 3.13
3. "Going Home" - 3.44
4. "Reminds Me Of You" - (Dave Pritchard) 2.54
5. "Mr. Crow and Sir Norman" - 3.17
6. "Please No More Sad Songs" - 3.20
7. "Girl At The Window" - 3.44
8. "Big Chief Woolly Bosher" - 5.15
9. "Someone Knocking" - (Dave Pritchard) 2.56
10. "A Better Life (The Weatherman Knows)" - 2.45
11. "Hurry Up John" - 3.33
All tracks composed by Jeff Lynne; except where indicated
Mimo tego, ze album nie odniósł komercyjnego sukcesu, po latach mam problem z wyborem trzech moim zdaniem najlepszych utworów. Mimo wszystko numer jeden przyznałbym utworowi: "Please No More Sad Songs" .Tutaj ta sama piosenka, ale w wersji "na żywo" z 16 września 1969 roku. Drugim moim ulubionym jest "Going Home", który jest ciekawie nagrany ze względu na podział kanałów co dzisiaj już nie jest spotykane, a kiedyś musiała być z tym niezła zabawa by w studiu bez komputera tak to zmiksować, a i towarzyszą w tym utworze skrzypce co bardzo cenię. Trzecim utworem z tej płyty będzie "Sea Of Dreams" spokojny kawałek idealny do spania. Z tej płyty jak i z poprzedniej trudno wybrać jakieś bardziej ulubione ponieważ jak i na jednej tak i na drugiej nie ma utworów wybijających się ponad wszystkie. Jednakże dużo jest takich prostych łatwo wpadających w ucho. Podobnie utwory oznaczone kolorem są podlinkowane w możliwie najlepszych wersjach do odsłuchania.
Time Is (1971)
Tracklist
1. "Dancing Flower" (Dave Pritchard) – 2:14
2. "Sad O'Sad" (Pritchard) – 3:28
3. "The Clock" (Pritchard) – 3:22
4. "I Will See You" (Dave Walker) – 3:11
5. "By the Sun" (Roger Spencer) – 6:42
6. "Alcatraz" (Pritchard, Spencer, Walker) – 4:02
7. "And the Rain" (Walker, Pritchard) – 2:52
8. "She Sang Hymns Out of Tune" (Jesse Lee Kincaid) – 3:07
9. "Bitter Green" (Gordon Lightfoot) – 3:45
10. "We Want It All" (Walker, Spencer) – 4:10
Dla mnie płyta sama w sobie jest
tragiczna. Dużo zawiera coverów co wskazuje prawdopodobnie na brak koncepcji na
album. Tytuł zaś "Time Is" mówi o czasie na coś tylko na co ,chyba żeby zakończyć działalność. Polecić tutaj mogę utwór "The Clock", "Bitter Green",
który czułem, że gdzieś już obił mi się o uszy, a okazał się coverem , tak samo
jak "She Sang Hymns Out of Tune". To jest jedyna płyta The Idle Race w której
nie ma w czym wybierać, bo utwory są tak słabe.
Teraz czas na wisienkę na torcie czyli "Back To The Story"
The Idle Race - Back To The Story
CD One
(The Birthday Party)
2. "Happy Birthday"
3. "The Birthday"
4. "I Like My Toys"
5. "Morning Sunshine"
6. "Follow Me Follow"
7. "Sitting In My Tree" (mono)
8. "On With The Show"
9. "Lucky Man"
10."(Don't Put Your Boys In The Army) Mrs. Ward"
11. "Pie In The Sky"
12. "The Lady who Said She Could Fly"
13. "End Of The Road"
(Idle Race)
1. "Come With Me" (rechanneled to simulate stereo)
2. "Sea Of Dreams"
3. "Going Home"
4. "Reminds Me Of You"
5. "Mr. Crow and Sir Norman"
6. "Please No More Sad Songs"
7. "Girl At The Window"
8. "Big Chief Woolley Bosher"
9. "Someone Knocking"
10. "A Better Life (The Weather Man Knows)"
11. "Hurry Up John"
Alternative Versions
1. "Lucky Man" (mono)
2. "Follow Me Follow" (mono)
3. "Days Of Broken Arrows" (mono)
CD Two
(Non-album Tracks)
1. "(Here We Go 'Round) The Lemon Tree" (mono)
2. "My Father's Son" (mono)
3. "Imposters Of Life's Magazine" (mono)
4. "Knocking Nails Into My House" (mono)
5. "Days Of The Broken Arrows" (mono)
6. "Worn Red Carpet" (mono)
7. "In The Summertime"
8. "Told You Twice"
9. "Neanderthal Man" (rechanneled to simulate stereo)
10."Victim Of Circumstance" (rechanneled to simulate stereo)
(Time Is)
2. "Sad O'Sad"
3. "The Clock"
4. "I Will See You"
5. "By The Sun"
6. "Alcatraz"
7. "And The Rain"
8. "She Sang Hymns Out Of Tune"
9. "Bitter Green"
10."We Want It All"
10."We Want It All"
11. "It's Only the Dog" (mono)*
12. "Your Friend" (mono)*
12. "Your Friend" (mono)*
* Te dwie piosenki The Nightriders dostępne są wyłącznie na kompilacji wydanej w 1996 roku.
Back To The Story jest dwu płytową kompilacją zespołu z lat sześćdziesiątych o nazwie The Idle Race. W skład tego box setu wchodzą trzy oficjalne albumy studyjne zespołu. Pierwszy raz kompilacja była wypuszczona w 1996 roku i zawierała wczesne dokonania Jeff’a Lynne z zespołem Nighriders, jej nakład został szybko wyczerpany. Ponowne wydanie kompilacji miało miejsce w 2007 roku, ale box set został opublikowany bez utworów zespołu Nightriders. Ja akurat słuchałem wersji bez utworów Nightriders.
Starałem się większość utworów zaprezentować, ale jak wisienka to wisienka. Na kompilacji "Back To The Story" znajduje się kilka utworów nie prezentowanych na żadnym albumie studyjnym. Niestety utwory te są monofoniczne, ale dwa z nich nie są już tak spokojne i cukierkowe jak materiał z albumów studyjnych. "Imposters Of Life's Magazine" oraz "Days Of The Broken Arrows" pióra Lynne to prawdziwe perełki czego nie można powiedzieć o reszcie utworów dodatkowych. Zresztą samemu trzeba przesłuchać i ocenić dokonania tej grupy żeby wyrobić sobie zdanie w tym temacie, moja opinia jest niczym laika, bo w temacie muzyki nie obracam się aż na tyle, a jak to się mówi ilu ludzi na świecie tyle różnych gustów.
Pozdrawiam i gorąco zapraszam do wysłuchania
Starałem się większość utworów zaprezentować, ale jak wisienka to wisienka. Na kompilacji "Back To The Story" znajduje się kilka utworów nie prezentowanych na żadnym albumie studyjnym. Niestety utwory te są monofoniczne, ale dwa z nich nie są już tak spokojne i cukierkowe jak materiał z albumów studyjnych. "Imposters Of Life's Magazine" oraz "Days Of The Broken Arrows" pióra Lynne to prawdziwe perełki czego nie można powiedzieć o reszcie utworów dodatkowych. Zresztą samemu trzeba przesłuchać i ocenić dokonania tej grupy żeby wyrobić sobie zdanie w tym temacie, moja opinia jest niczym laika, bo w temacie muzyki nie obracam się aż na tyle, a jak to się mówi ilu ludzi na świecie tyle różnych gustów.
Pozdrawiam i gorąco zapraszam do wysłuchania
Subskrybuj:
Posty (Atom)














