Środa minęła szybko bezboleśnie na oglądaniu filmików na
necie. Zero zajęć. Takie studia to rozumiem. Jeszcze żeby za tydzień coś
zakombinować w środę i będzie luz. Z okazji wcześniejszego powrotu wykonałem
dwa kable do podłączenia amplitunera z komputerem. Jutro tylko czeka mnie
dokończenie „
łatania ” mikrofonu w słuchawkach i zapuszczenie przełączników w
moim Radmorze. Zwykle te od od kolumn nie zawsze lubią mi
stykać, ale po dwudziestu kilku latach to normalne. Stary sprzęt ma swoje
prawa. Teraz akurat skonfigurowałem po raz pierwszy w życiu router ( co prawda
powinienem używać polskiego odpowiednika ruter, ale tak brzmi bardziej tajemniczo).
W internecie to ile ja problemów wyczytałem z jego konfiguracją. Dla mnie to
jest dziwne, bo skoro taki laik jak ja dał sobie radę to nie wiem co może być w
tym trudnego, dla każdego innego człowieka. Póki co jestem zdumiony tym, ze internet
przez router działa szybciej, strony wczytują się momentalnie. Poza tym fajnie
sobie lampki migają na zielono na tym białym „ pudełku
” , od razu widać, że coś się tam dzieje :D
Wypadałoby położyć się spać przed jutrzejszą jazdą na zakupy, a później czeka
mnie przeciąganie neta do drugiego komputera i po raz pierwszy będę bawił się z
zakładaniem wtyczek na skrętkę. Miałem dzisiaj zamiar dalej rozbudowywać
stronę, ale się wstrzymam do momentu jak przeniosę się całkowicie na swój
stary/nowy komputer co liczę , że nastąpi jutro.
Postaram się w miarę wolnego czasu pokazać świat widziany z mojej perspektywy. Część wpisów poświęcę na to czym się zajmuję na co dzień, jakie są moje pasje, a trochę tego jest więc będzie o czym pisać. Muzyka też się tutaj pojawi, zwłaszcza utwory nie łatwo dostępne w internecie a jak najbardziej ciekawe i warte wysłuchania. Z założeniem bloga nosiłem się dłuższy czas, ale z lenistwa nigdy tego nie zrobiłem, aż do dziś.
czwartek, 15 grudnia 2011
środa, 14 grudnia 2011
3 minuty później i mielibyśmy szczęście
Dzień mija mi tak ciekawie, że postanowiłem zrobić wpis
na blogu w trakcie seminariów. Dzisiaj laboratoria z diagnostyki układów
elektronicznych minęły w przyjemne atmosferze. Nasze stanowisko laboratoryjne
na szczęście posiadało oscyloskop analogowy i dzięki temu mimo, że skończyliśmy
pomiary jako ostatnia grupa to i tak poszło nam szybciej niż zazwyczaj. Początkowo
myślałem, że zajęcia się nie odbędą, ale wykładowca przyszedł 3 minuty za wcześnie
i oznajmił „macie szczęście”. Kto ma szczęście to ma, ale po dwóch godzinach laboratoriów
i seminariach nie byłem w euforii. Jak zawsze na zajęciach na studiach wśród
chłopaków zdarzają sie notorycznie głupie pytania. Na dzisiejszych seminariach
na których to piszę po każdej prezentacji pada:" Czy są jakieś pytania do
prezentacji" . Jednego z kolegów zaciekawiła nie treść prezentacji, bo
przecież nikt tego nie słucha :D , ale jej motyw w którym była szpilka wbita
nad tabelką. Wykładowca zapytał czy nie ma innych pytań ale dotyczących
prezentacji, ale kolega dalej się upierał, że pytanie o szpilkę też było na
temat. W męskim gronie zawsze są głupie pytania czy to częściej czy rzadziej,
ale są. Zwykle dzieje się tak, że im jest więcej kobiet w grupie tym mniej
głupot się robi czy to w technikum czy na studiach. Jeśli będzie ich kilka to
prawie każdy facet chce się popisać i robi z siebie kretyna. Po skończonych seminariach
trzeba było już n-ty raz przypomnieć się z tematami swoich prezentacji, które
niestety będzie trzeba zrobić i omówić, a myślałem, ze braknie na nas czasu i
dalej mam taką cichą nadzieję. Przez ten ostatni rok tak się rozleniwiłem, ze
szukam tylko możliwości kombinacji. Jutro czeka mnie najstraszliwszy dzień
zajęć od 10 do 19 ciągiem. Dlatego nienawidzę środy. Powodów jest kilka, ale główny
to konieczność położenia się spać wcześniej czego takie tygryski jak ja nie
znoszą. Dzisiejszy dzień nie przyniósł mi żadnych niespodzianek z komputerem
jak wczorajsza zabawa z czcionkami,
które zmieniły się ze zwykłych w kursywę. Czyszczenie rejestru nic nie dało, a
wystarczyło ponownie pobrać czcionkę Segoe UI która jest domyślną w windows 7,
ponownie uruchomić i gotowe. Podejrzewam, że ta zmiana miała dużo wspólnego z
odzyskiwaniem przeze mnie boot managera windows 7. Na całe szczęście dzisiaj
już nic się nie pozmieniało.
wtorek, 13 grudnia 2011
Tutaj nic nie działa i nikt nie wie dlaczego
Siedzę sam w
przedziale i wracam do domu, więc znalazła się okazja by coś napisać. Akurat
wracam do domu "zieloną zemstą" KŚ. Są to wypożyczone czeskie składy
klasy drugiej. Główną bolączką tych wagonów są zacinające się drzwi.
Podejrzewam, że posiadają elektromagnetyczne zabezpieczenie, które uniemożliwia
otwarcie drzwi w czasie jazdy, a wskutek ich wieku zabezpieczenie to nie zawsze
pozwala otworzyć drzwi na stacji, więc zagadką jest gdzie się wysiądzie. Może
być tak, że zaplanowana podróż lekko się przedłuży i nic nas to nie będzie
kosztowało. I nie jest to fantastyczne? :D Sam jestem ciekawy czy uda mi się
wysiąść na stacji Będzin Miasto. Te emocje i zaskoczenie jeśli drzwi nie drgną,
to trzeba przeżyć. Po części można na taki stan rzeczy zaradzić siadając w
pierwszym wagonie, ale ja jako facet sam sobie wyznaczam ścieżki i nie siadam w
wagonie za lokomotywą. Pierwszym powodem jest to, że w razie wypadku pierwszy
wagon za lokomotywą zostanie sprasowany jak konserwa, a drugim to że co to za
facet który drzwi nie umie otworzyć samemu i wysiada tylko dlatego pierwszym
wagonem żeby mu konduktor drzwi otworzył. Nasz trener powiedziałby na to tak
" o gołębiarz" i pokazał palcami o takie małe masz jaja :D Tyle na
temat kolejnictwa dzisiaj.
Co do
dzisiejszego dnia to już myślałem, że nie będę miał laboratorii z diagnostyki
układów elektronicznych, ale na domiar złego miałem. Teraz magiczna chwila
wysiadania, czy aby na pewno na tej stacji :D
Przy
wysiadaniu dowiedziałem się od Pana konduktora, że zabezpieczenie drzwi przed
otwarciem w czasie jazdy wyłącza się dopiero jak cały skład zwolni do prędkości
poniżej 5km/h. Ciekawa uwaga, teraz już
wiem, ze nie ma co próbować wcześniej póki pociąg nie stanie.
Wracając do
laboratorii które dzisiaj miałem to męczą mnie one zwłaszcza jak „ za karę”
mamy robić pomiar napięcia oscyloskopem. Wiem, że ma to na celu zaznajomienie
nas ze sprzętem, ale w gruncie rzeczy potrafi to wymęczyć. Samo patrzenie już
mnie osłabia. Przy analogowym odczyt jest banalny, ale trzeba odczytać sobie
zakres i liczyć poszczególne kratki. Dzisiaj mieliśmy okazje obcować z wersją
cyfrową oscyloskopu. Wizualnie fajnie wygląda, tyle świecących przycisków jak
na stacji kosmicznej i mimo niepadającego śniegu te kolorowe lampki oscyloskopu
stworzyły niepowtarzalną świąteczną atmosferę niczym choinka. Jeśli chodzi o pomiary, to jeszcze bardziej jest to
uciążliwe gdy się nie przeczyta instrukcji bo wersja cyfrowa nie wybacza. Lecz
z drugiej strony nie trzeba liczyć kratek bo wszystko wyświetla na ekranie.
Akurat my zaczęliśmy dzisiaj wykonywać laborkę dopiero po godzinie od rozpoczęcia
zajęć. Na to wszystko złożyły się problemy
z zasilaczem, który stabilizował jako tako, ale nie wystarczająco. Ciągłe
przepinanie kabelków zabawy co nie miara. Okazało się przy okazji, że jedna z
sond do oscyloskopu jest uszkodzona. Chyba zacznę po kryjomu nosić swój
multimetr i tak będziemy robić pomiary. Przypomina mi się pewne hasło
powieszone u nas przed dziekanatem, a jest ono adekwatne do naszych laboratorii. Brzmi ono następująco:
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Zrób coś z niczego czyli komputer z odzysku
Od kilku dni nic nie pisałem, bo znów brak czasu połączony z lenistwem. Pochłonięty byłem w tym czasie składaniem komputera z tego co mi leżało w szafkach. Miałem do dyspozycji:
płytę MSI 865PE NEO2 MS-6728 VER:1,
2 GB pamięci RAM Kingston w DDR
GF440MX
dysk twardy Maxtor 80GB
zasilacz Codegen 350 Wat Jako, że nie miałem do tego obudowy zaopatrzyłem się od razu w zawierającą zasilacz 300 Watowy Fortrona. Muszę powiedzieć, że używając markowego zasilacza ma się ten komfort, że posiada on jak zabezpieczenia takie jak antyprzepięciowe, antyprzeciążeniowe, przeciwzwarciowe to mimo wszystko jeśli coś pójdzie nie tak to w większości przypadków pójdzie cały komputer, ale przynajmniej ja mam ten komfort psychiczny, że głównym zabezpieczeniem nie jest módl się, abym się nie spalił jak w Codegenie. Wracając do sedna sprawy to widocznie uwielbiam utrudniać sobie życie. Po wyczyszczeniu wszystkiego i podłączeniu wyjąłem pamięć Ram, której to już nie włożyłem. Sam nie wiem co za zaciemnienie umysłu mnie spotkało. Po próbach, które nie mogły wypaść pozytywnie doszedłem do wniosku, że płyta padła. Trochę byłem tym z szokowany tym bardziej, że obchodziłem się z nią jak z jajkiem, odpowiednio przechowywałem. W takim wypadku wybrałem się na giełdę do Katowic i kupiłem płytę kolejną, ale na domiar złego dopiero w domu zauważyłem, „dogorywający” kondensator przy złączu AGP. Zaciemnienie umysłu minęło mi w sobotę i „nową” płytę uruchomiłem bez problemu, analogicznie nie odpuściłem jak zwykle zabrałem się za moją starą i cud płyta MSI ruszyła. Wobec tego w niedzielę znowu musiałem wstać rano, choć tego nie lubię i jechać kolejny raz do Katowic. Tak tylko wspomnę, że odkąd rozkopany jest terem wokół dworca nie byłem ani razu na giełdzie komputerowej, ale mogę z perspektywy czasu powiedzieć, że nie taki wilk straszny. Pozbyłem się tego „kalectwa” i w zamian wziąłem sieciówkę i „lepszą” grafikę bo GF5500 i została mi jeszcze reszta z tego interesu. Pomyślałem, a co tam wejdę w nowy rok z długami i ciach kupiłem ruter. Czeka mnie jeszcze jego konfiguracja co jest dla mnie zupełną nowością, co nie znaczy, że sprawi mi to jakiś problem, bo w teorii wiem o co kaman, ale wiem też, że między teorią , a praktyką jest przepaść głęboka jak Rów Mariański. Dzisiaj złożyłem ten komputer, przetestowałem, niestety nie obyło się bez problemów. Przy próbie instalacji Windows 7 powitał mnie taki oto komunikat: "Error Code 5 - can not boot from disk", więc spróbowałem instalator odpalić z wcześniej przygotowanego do tego celu pendriva, ale też bez rezultatu. Pomyślałem „ co co kaman” i wziąłem problem sposobem. Instalator Windows Xp bezproblemowo ruszył z płyty, więc po zainstalowaniu xp-ka uruchomiłem tą samą płytę, która nie chciała się zbootować i zainstalowałem „siódemkę”. W ten sposób udało mi się zrobić i tak jak chciałem. Uwielbiam rozwiązywać różnego rodzaju problemu i komunikat z błędem nie dawał mi spokoju, aż znalazłem rozwiązanie tego problemu. Na komunikat z błędem "CDBOOT: Cannot boot from CD/DVD: Code 5" narażone na to są przede wszystkim komputery ze starszymi płytami głównymi firmy "AsRock" lub "MSI". Przyczyną takiego błędu jest niekompatybilność między Boot Sectorem tych płyt głównych z tym wykorzystywanym przez firmę Microsoft w systemie Windows 7. Problem można w prosty sposób obejść wyciągając interesujący nas Boot Sector z systemu Windows Vista i zaaplikować go do utworzonej przez nas płyty z systemem Windows 7. Jest to prostszy sposób, który widziałem na kilku forach opisany, a że ja lubię przecierać szlaki i nie dysponuję Windowsem Vistą, spróbuję opcji numer dwa. Użyję do tego celu programu vLite w którym to jest odpowiedni plik „boot.ini” i on również powinien nadać się do utworzenia płyty z W7 bootowalnej na starszych płytach głównych. W kolejnych wpisach postaram się krok po kroku opisać tą drugą metodę. Ciekawi mnie czy i ona się powiedzie.
wtorek, 6 grudnia 2011
Deszczowy poniedziałek
9:51 wsiadłem jak co poniedziałek
w pociąg. Akurat dzisiaj wypadało kupić bilet miesięczny na pociąg. Odkąd
działa wyremontowana kasa na dworcu w Będzinie postanowiono zainstalować w niej
takie urządzenie na szybie by Pani w kasie mnie słyszała. Fajnie to wyglądało,
ale nigdy nie działało. Najgorzej było jak skuwali podłogę na dworcu, a ja jak
jakiś kretyn musiałem schylać się i krzyczeć do okienka. Oczywiście wybrałem
plan b i dawałem Pani bilet jak jakaś oferma mówiąc, ze chce taki sam :D . Później
zmienił się przewoźnik, ale magiczne urządzenie dalej nie działało. Ktoś by
pomyślał, że nic nie może mnie zaskoczyć, a tutaj taki piskus. Wpadam po bilet,
a tu, inna Pani w kasie i mile wita mnie głosem właśnie przez to białe
ustrojstwo na szybie, a myślałem, że to jest atrapa. Tak nagle z dnia na dzień
taka zmiana. Jestem w szoku. Ogólnie poniedziałkowa pogoda była do dupy. Padało
jak cholera, a ja zapomniałem parasolki. Kupiłem jakiś czas temu taką
bajerancką samoskładajacą się, a teraz rzuciłem ją w kąt i nawet ani razu jej
nie użyłem. Jednym z pozytywnych aspektów tej podróży jest to, że ani nie
wieje, ani nie pada w pociągu. Zmienił się przewoźnik, tabor i cena. Z
perspektywy czasu warto jednak za ten wyższy komfort zapłacić ciut więcej.
Przynajmniej jest cicho i mogę w całkowitym spokoju oddawać się mojej muzycznej
pasji. Teraz akurat na tapecie mam grupę Pilot. Mogę nawet stwierdzić, że w
pociągu jest tak cicho, że nie mogę usunąć. Człowiek przyzwyczaił się do
starych rupieci, a tutaj taki sprzęt jeździ. Teraz zamiast starych EN-57 jeżdżą
Flirty i bydgoskie Pesy. Teraz aktualnie mam przyjemność jechać naszym rodzimym
produktem, ale znowu nie siedzę na swoim ulubionym miejscu tuż za drzwiami
przodem do kierunku jazdy lecz tyłem. Nie jestem wrażliwy na jazdę tyłem do kierunku
jazdy, ale wskutek mojego zboczenia związanego z lubieniem bądź nie lubieniem
określonych miejsc to miejsce mi nie przypadło do gustu. Pociąg minął Zawarcie,
a miejsce obok mnie jest dalej wolne. Czy jestem taki straszny? Chyba tak xD
Zważając na to jak ostatnio w wagonie drugiej klasy Pani wraz z wysiadającym
kolegą zaczęła się ubierać, a następnie wyszła z przedziału, nie wysiadając z
pociągu. Czasem myślę, że rozumowanie kobiet jest nielogiczne. Przecież jakbym
miał coś zamiar jej zrobić to i tak bym zrobił. Widocznie co siedzi w kobiecej
głowie nigdy się nie dowiemy.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
ADB 2849ST - krótka recenzja
Jak widać z
przodu jest tylko wejście na kartę kodową i kolorową diodę świecą na czerwono w
stanie czuwania i na zielono podczas normalnego działania tunera. Dodatkowym
sposobem sygnalizacji przyjmowania danych z pilota są jej krótkie mignięcia. Na
przodzie producent nie umieścił tylko wyświetlacza. Zresztą po co on tam
potrzebny, chyba tylko by wyświetlał złą godzinę lub kod błędu podczas usterki
:D
Jak widzimy z
tyłu mamy gniazda DVB-T do podłączenia anteny naziemnej, SAT do podłączenia
anteny satelitarnej, gniazdo ETHERNET do podłączenia internetu. Umożliwi nam to
dostęp do m.in. nPortalu i internetowego radia. Zapewne nie skorzystamy na
tunerze z redtube, ale wszystkiego mieć nie można xD Podłączenie internetu
zagwarantuje nam wyłącznie ograniczony dostęp do sieci. Dalej mamy gniazdo USB,
które obsługuje urządzenia o pojemności nie mniejszej niż 80 GB. Dodatkowo
dekoder formatuje je systemem plików, który nie jest widziany pod windows, a
prócz tego materiał nagrany z dekoder na dysk jest zabezpieczony przed
powielanie. Jednymi słowy musimy
dysponować najlepiej osobnym dyskiem do tej zabawy. Kolejnym gniazdem na tylnej
płycie jest cyfrowe wyjście audio SPDIF, wyjście HDMI, wyjście SCART, gniazdo
MODEM (oznaczone jako do wykorzystania w przyszłości), gniazdo zasilania.
Co do złącza
odpowiedzialnych za komunikację z telewizorem czyli złącz SCART i HDMI to w
pierwszym przypadku mamy do dyspozycji 2 tryby przesyłania sygnału (Composite i
RGB) , a w drugim jest ich 4 (1920x1080, 1280x720, 768x576 progressive, 768x576
interlacing) Prócz tego przy korzystaniu ze złącza HDMI mamy możliwość
włączenia lub wyłączenia trybu DVI. Tryb ten pozwala na przesyłanie dźwięku
złączem HDMI, ale przy jego wyłączeniu trzeba pobrać fonię ze złącza SCART lub
SPDIF. Co ciekawe nawet w wypadku korzystania ze SCARTA mamy możliwość
obejrzenia kanałów HD co prawda nie w takiej jakości jak są nadawane, ale jest
taka opcja dzięki temu, że dekoder przeskalowuje sobie obraz. Ja korzystam wyłącznie
ze złącza SCART, więc nie mam póki co porównania w jakości obrazu między
trybami pracy dekodera.
Przy pierwszym uruchomieniu dekoder pobiera sobie
aktualizację oprogramowania co może potrwać do 30 minut. Później wymagana jest
aktywacja, telefoniczna bądź przez internet (w chwili pisania tej recenzji jest
jeszcze niedostępna) lub sms-em. Tutaj wypada wspomnieć o głównej wadzie tego
odbiornika a mianowicie bez aktywacja nie obejrzymy zupełnie nic, nawet
naziemnej telewizji cyfrowej, bo odbiornik jest zablokowany. W instrukcji
pisze, ze aktywacja może potrwać do dwóch dni roboczych, ale ja aktywowałem go
w sobotę po 11 i dekoder był gotowy do użycia po czasie nie przekraczającym
godziny. Po wyszukaniu kanałów z Hot Birda 13.0 E i naziemnej telewizji
cyfrowej od razu rzuca się w oczy z góry zdefiniowana lista kanałów. Nie mamy
możliwości jej zmiany, lecz możemy w prosty sposób utworzyć listę kanałów
ulubionych i problem przestaje istnieć. Nie znalazłem tylko możliwości ręcznego
wyszukiwania kanałów z satelity jak i przeszukiwania listy kanałów które
dekoder znalazł, ale może za krótko go mam, bo dopiero jeden dzień. Kolejno
włączyłem przełącznik DiSEqC i dekoder dodatkowo pobrał listę kanałów z Astry
19.2 E. Ostatecznie wygląda to tak, że
na początku listy kanałów są te z Hot
Birda, później te z Astry, a na końcu naziemne cyfrowe. Trochę jest gmatwania
by to wszystko ogarnąć. Czytałem na
różnych forach, że ów dekoder jest dość wrażliwy na jakość sygnału
satelitarnego i może nie odbierać mimo tego, że inny dekoder przy tych samych
parametrach technicznych będzie działał normalnie. Kolejnym rzekomym problemem
może być ustawienie jako LNB1 Astry a jako LNB2 Hot Birda. Czytałem, że przy
takim wariancie mogą wystąpić problemy. U mnie żaden z powyższych problemów nie
występuje, antenę mam ustawioną tak na oko z tym że jest to czaszka 80 cm, a
głównym satelitą jest Hot Bird. Co do naziemnej telewizji cyfrowej to zwykła
chińska antena dająca możliwość obrotu ustawioną w bliżej nieokreślonym
kierunku dała mi możliwość odebrania wszystkich aktualnie dostępnych stacji w
mojej miejscowości. Na koniec dodam, że główną wadą tego dekodera jest
parowanie karty kodowej wraz z nim samym. Co ciągnie za sobą taki problem, że w
przypadku uszkodzenia lub zagubienia karty jesteśmy zmuszeni zapłacić 99 zł za
wyrobienia nowej. W przeciwnym wypadku dekoder staje się bezużyteczny. Kolejnym
mankamentem jest obsługiwane przez powyższe urządzenie wyłącznie systemu
kodowania Conax, a wobec braku dodatkowych slotów na moduły dostępu
wykorzystamy go wyłącznie do odbioru telewizji n.
Niewątpliwą
zaletą jest dostęp do setek kanałów FTA jak i DVB – T nawet przy niepłaceniu
abonamentu.
Przedstawię
na koniec jego wady i zalety:
Zalety:
- cena (za sam odbiornik DVB-T trzeba się liczyć z kosztami 120-150 zł)
- obsługa przełącznika DiSEqC
- rozwijane oprogramowanie (miejmy nadzieję, że w dobrym kierunku :D)
- brak umowy – oferta PrePaid
- możliwość korzystania z kanałów FTA i telewizji DVB-T bez wykupywania pakietów czyli całkowicie za darmo (za 2 miesiące sprawdzi się miejmy nadzieję w praktyce)
- brak możliwości ręcznego wyszukiwania kanałów – odgórnie zdefiniowana lista
- parowanie dekodera wraz z kartą kodową – nie działa on bez niej
- pierwsze uruchomienie wymaga aktywacji– bez niej nawet DVB – T nie obejrzymy
Myślę, że
temat dekodera wyczerpałem. Na
koniec fotki wnętrza zgodnie z zasadą nie poznasz póki nie rozbierzesz, ja
poznałem:
PS: Fotki są
neta sam nie byłem na tyle głupi by zrywać plombę i tracić gwarancję na 24
miesiące :D
Wszystko
napisane wyżej jest moimi osobistymi przemyśleniami po dniu obcowania z tym
urządzeniem. Jeśli wyjdzie coś jeszcze ciekawego dam o tym znać. W razie jakichkolwiek pytań służę radą.
niedziela, 4 grudnia 2011
Prace dobiegły końca
Piszę co kilka dni wiadomości, więc dzisiaj się postaram
pociągnąć dłużej mój monolog.
Od paru dni nie pisałem, bo w pewnym sensie nie miałem
czasu, a wiadomo z drugiej strony jak już zapewne pisałem jestem dość leniwą
jednostką. Między kończeniem magnetofonu udało mi się przywrócić do działania
pendrive data traveller i o czym muszę
wspomnieć, nieodzowne w tej operacji było wykorzystanie wirtualnej
maszyny z systemem windows xp, który pozostał mi po drukarce lexmarka
niedysponującej sterownikami do windows 7, ale to już inna historia. Pragnę
tylko zaznaczyć, że warto mieć starszą wersje systemu bo nie wszystko można
wykonać w nowszej.
Magnetofon o który m pisałem w poprzednim wątku został
doprowadzony do stanu niemal fabrycznego. Choć roboty się opóźniały jak budowa
autostrad to wszystko skończyło się pomyślnie. Podczas wymiany tego
przełącznika był taki moment, że miałem chwilę zwątpienia, a zwłaszcza jak
trafiłem w końcówce na taki moment w którym było tak ciasno, że strach było
cokolwiek robić. Prócz wymiany przełącznika, wyczyściłem cały tor audio,
wszystkie styczniki, przełączniki, potencjometry. Ogrom pracy, ale było warto.
Początkowo po pierwszym uruchomieniu magnetofonu na "nowym"
przełączniku nie mogłem go wyłączyć, ale to była błahostka. Później okazało się
, że prawy wskaźnik wysterowania nie działa mimo tego, że magnetofon umożliwiał
pracę zarówno stereofoniczną jak i monofoniczną. Okazało się, ze wystarczyła
prosta modyfikacja połączeń na lewej stronie segmentu pierwszego przełącznika
rodzaju pracy. Zapewne miało to związek z tym, że wersja magnetofonu którą
posiadam ma rzadko spotykane wskaźniki wysterowania i wymagało to odmiennego
połączenia niż schemat na to wskazuje. Poniżej zaprezentuję dwa filmiki które
nagrałem bezpośrednio po uruchomieniu. Na pierwszym występują niecenzuralne
słowa, ale jak to mawiają oj tam oj tam. Chodzącym aniołem nie jestem mógłbym
rzec, że prócz ukrytych rogów jest ze mnie kawał cholery :D
Na filmiku drugim występuje jeszcze "defekt" z
niedziałającym prawym wskaźnikiem oraz łatwo można zauważyć jak magnetofon jest
wrażliwy na zakłócenia wywołane przez telefon komórkowy, nieraz sam zastanawiam
się co ja noszę w kieszeni xD
Jeśli tylko znajdę chwilę czasu nagram dźwięk bezpośrednio z
magnetofonu, bo mimo swojego wieku ponad 26 lat imponuje on jakością. Mogę
powiedzieć, że ten magnetofon towarzyszy mi przez całe moje życie i to
wykształciło we mnie pewne co by nie mówić zboczenie, które objawia się tym, że
lubię patrzeć na obracające się szpule, wskaźniki wysterowania poruszające się
w takt muzyki. Sprawia to ogólne wrażenie, że muzyka ta żyje. To nie to co
dzisiejsze mp3 o którym jak mawiał mój nauczyciel z technikum, że to sztuczna
muzyka :D Jak byłem mały mama puszczała mi z niego utwory jak zasypiałem i
zapewne miało to wpływ na rodzaj muzyki słuchanej przeze mnie aktualnie. Muzyka
jak i takie majsterkowanie przy sprzęcie jest dla mnie odskocznią od problemów,
zajęć w szkole. Dlatego niezmiernie się cieszę, że udało mi się podmienić ten
przełącznik choć początkowo miałem wątpliwości czy on jeszcze w ogóle zadziała
:D
Ostatnio męczę ładowarkę do wiertarki akumulatorowej. Padł w niej przekaźnik
na 24V. Niestety zaliczyłem 4 sklepy elektroniczne i w żadnym nie ma dokładnie
takiego jak chcę. Najbardziej jestem zdumiony jednak po kolejnej wizycie w sklepie
świat elektroniki w Częstochowie gdzie mam okazję studiować. Pan w sklepie, albo
ma wiedzę absolutną na temat całego asortymentu sklepu, albo nic tam nie ma.
Może powinienem wchodząc zapytać "a co jest?" :D. Od razu przypomina
mi się sklep
"Nie dla kretynów" taka reklama powinna nad tym
elektronicznym sklepem wisieć. Pan z za lady wygląda jakby zaraz miał zejść,
widać ze jest znudzony, na jego doradzanie nie ma co liczyć, ale to mi się
podoba. To taki typowy sklep dla łowców. Trzeba się wykazać nie lada obeznaniem
w temacie, a ja to uwielbiam, bo dzięki temu człowiek cały czas poszerza swoje horyzonty. W związku z wyżej wymienionymi
okolicznościami będę musiał posłużyć się tym dobrodziejstwem XXI wieku w
postaci internetu zresztą nie pierwszy raz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)