czwartek, 29 grudnia 2011

Zabawa z dyskiem i bad sectory



Myślałem, że dzisiejszego wpisu nie uda mi się zrobić, ponieważ mam problemy natury sprzętowej z komputerem, a ich naprawa może trochę potrwać. Czego jednak nie robi się z nudów i tak piszę rysikiem na telefonie.

Od rana odkąd wstałem miałem problemy ze startem mojego jak to siostra mawia pieszczotliwie komputerka, którego złożyłem z części zalegających mi w szafie. System się ładował, a później czarny ekran. Pierwsza myśl to odzyskanie systemu. Wrzucam płytkę klikam napraw, a tutaj zamiast przycisku dalej moim oczom ukazała się konsola. Poratowałem się helpem i odzyskałem sektor rozruchowy i po kilku próbach system zastartował. Druga próba włączenia i wyłączenia przebiegła bez problemu. Cud samo się naprawiło. Stosując zasadę nie poznasz póki nie rozbierzesz rozbebeszyłem komputer i jeszcze raz dokładnie przyjrzałem się kondensatorom, które wyglądają jak nowe mimo, że mają około 9 lat.

Początkowo nastawiony byłem na wymianę w ciemno wszystkich kondensatorów. Naliczyłem ich 35 sztuk. Przeliczając koszty takiej operacji ich liczbę ograniczyłem tylko do tych 12 z sekcji zasilania. Złożyłem wszystko do kupy i dla pewności przeleciałem dysk w poszukiwaniu bad sektorów. Użyłem do tego ADRC Hard Disk Checker 1.01 i znalazł on na początku dwójkę. Przystąpiłem do głównego ataku programem HDD Regenerator, który jest w stanie naprawić bad sektory techniką polegającą na przemagnesowaniu powierzchni dysku. Wedle tego co pisze producent programu to 60 % przypadków to tego typu bad sektory które za pomocą tego narzędzia da radę naprawić. U mnie w chwili pisania tego jest 55% i póki co dwa bad sektory odzyskane, więc gorąco polecam ten program.

Mam cichą nadzieję, że ominie mnie wymiana kondensatorów. Odkąd pamiętam to mam tendencję do drżenia rąk i choć umiejętności mam wystarczające to może mi zejść trochę czasu przy takiej pracy wymagającej niezwykłej dokładności. Wszystko zależy od dnia.

Dzisiaj też miałem okazję gościć w domu naszego nowego proboszcza przy okazji wizyty duszpasterskiej. Jako, że nie jestem typem ofermy, która ucieka jak ksiądz ma przyjść po kolędzie do drugiego pokoju jak niektórzy byłem jak co roku. Proboszcz zapytał mnie "dlaczego nie uczęszczam do kościoła i od zeszłego roku nie widzi poprawy". Zdziwiło mnie to, że nie widzi poprawy skoro w zeszłym roku był wikary. Grzecznie odpowiedziałem, że z jednej strony z lenistwa, a z drugiej nie czuję takiej potrzeby, wystarczy mi wieczora modlitwa. Pojawiły się od razu stwierdzenia, że "żyję poza kościołem" , że grzeszę. Dziwi mnie to kim jest ksiądz, że może osądzać co jest grzechem, a co nie. Chyba, że jest człowiekiem nieskazitelnym, a jak wiemy takich ludzi nie ma. Co będzie mi zaliczone w poczet grzechów to będzie, ale dopiero na sądzie ostatecznym. Według mnie najważniejsze jest to jakim ja człowiekiem jestem dla bliźnich, a nie to czy chodzę do kościoła. Załóżmy, że przykładnie chodzę do kościoła co niedziele, a w domu bije bliskich, sięgam po alkohol i według księdza pewnie wszystko jest ok, bo nie mam grzechu polegającego na nie braniu udziału w mszy. Przecież kościół to tworzymy my jako wierni, to nie kwestia miejsca. Pozwolę sobie na cytat: "Tam, gdzie dwóch lub trzech zbierze się w moim imieniu, tam Ja jestem między nimi" tak więc możemy modlić się sami we własnym gronie w grupie kilku osób bez udziału kapłana. Odnośnie mojej osoby to przyznam, że jestem dość złym człowiekiem. Staram się nad sobą pracować. Niestety wiele razy przegrałem z moją naturą choleryka, choć staram się jak mogę by być jak najlepszym człowiekiem, ale z dnia na dzień jeszcze nikt sie nie zmienił. Podejmując temat wiary  - moja nigdy nie została zachwiana, mam tylko pewne uwagi odnośnie instytucji kościoła i tym co on głosi, a jakie to ma odniesienie w rzeczywistości. Żyje na tym świecie nie od dzisiaj i trochę w życiu widziałem.

wtorek, 27 grudnia 2011

The Idle Race


The Idle Race


The Idle Race – brytyjska grupa rokowa prowadząca swoją działalność w latach 1967 – 1972. Wydała dokładnie trzy albumy studyjne: The Birthday Party (Październik 1968), Idle Race (Listopad 1969), Time Is (1971). Pierwsze dwa albumy wydano w składzie:
Jeff Lynne - vocals, guitar, piano
Dave Pritchard - guitar, vocals
Greg Masters - bass guitar, vocals
Roger Spencer - drums, vocals

Ostatni album grupa wydała w składzie:
Dave Pritchard - vocals, guitar, flute
Dave Walker - vocals, harmonica, piano
Mike Hopkins - lead guitar, vocals
Greg Masters - bass guitar, vocals, electric cello
Roger Spencer - drums, percussion, vocals


Oprócz bycia trampoliną do kariery dla Jeff’a Lynne, zespół trzymał znaczące miejsce w historii brytyjskiej muzyki pop-rockowej między The Move, the Electric Light Orchestra, Steve Gibbons Band and Mike Sheridan and The Nightriders. Mimo, że grupa miała mnóstwo fanów nigdy nie zdobyła sukcesu komercyjnego. Dlatego chciałem pokrótce przedstawić twórczość jednego z mniej znanych, a jak najbardziej wartych poznania zespołów przełomu lat 60. i 70.

The Birthday Party (Październik 1968)





Pierwszy studyjny, album tego brytyjskiego zespołu, a w roli kompozytora 21 letni gitarzysta Jeff Lynne.

Tracklist

1. "Skeleton and the Roundabout" – 2:26
2. "Happy Birthday" (Patty Hill, Mildred J. Hill) – 0:23
3. "Birthday" – 3:00
4. "I Like My Toys" – 2:12
5. "Morning Sunshine" – 1:48
6. "Follow Me, Follow" – 2:48
7. "Sitting in My Tree" – 1:59 (mono)
8. "On With the Show" – 2:22
9. "Lucky Man" – 2:38
10. "(Don't Put Your Boys In The Army) Mrs. Ward" – 2:14
11. "Pie in the Sky" (Dave Pritchard) – 2:23
12. "The Lady Who Said She Could Fly" – 2:22
13. "End of the Road" – 2:09

All tracks composed by Jeff Lynne; except where indicated

Z tej polecić mogę utwory takie jak: "Birthday", "I Like My Toys", "Morning Sunshine", "Follow Me, Follow", "On With the Show", Pie in the Sky", "The Lady Who Said She Could Fly", "End of the Road"

Jeśli miałbym wybrać trzy utwory z tej płyty to dla mnie numerem jeden bezsprzecznie jest "The Lady Who Said She Could Fly" autorstwa Lynne. W utworze pojawiają się skrzypce, wiolonczela. Głos lidera tak wspaniale rozchodzi się w przestrzeni. Moim zadaniem doskonałe wykorzystanie stereofonii.  Drugim utworem będzie "End of the Road" za prosty tekst wpadający w ucho. Praktycznie po przesłuchaniu tej piosenki cały czas grała mi w głowie. Nad ostatnim miejscem się wahałem. Początkowo skłaniałem się ku utworowi "On With the Show" za skojarzenie z bajkami z Loonley Tunes, ale ostatecznie moim numerem trzy tej płyty jest "Follow Me, Follow". Gorąco zapraszam do przesłuchania całej płyty gdyż każdy utwór jest podlinkowany do youtube.com.

Idle Race (Listopad 1969)


Kolejny album The Idle Race spod pióra Jeff’a Lynne wkutek nieodniesienia sukcesu na listach przebojów spowodował odejście jego samego do zespołu The Move. 

Tracklist

1. "Come With Me" - 2.45 (rechanneled to simulate stereo)
2. "Sea Of Dreams" - 3.13
3. "Going Home" - 3.44
4. "Reminds Me Of You" - (Dave Pritchard) 2.54
5. "Mr. Crow and Sir Norman" - 3.17
6. "Please No More Sad Songs" - 3.20
7. "Girl At The Window" - 3.44
8. "Big Chief Woolly Bosher" - 5.15
9. "Someone Knocking" - (Dave Pritchard) 2.56
10. "A Better Life (The Weatherman Knows)" - 2.45
11. "Hurry Up John" - 3.33

All tracks composed by Jeff Lynne; except where indicated

Mimo tego, ze album nie odniósł komercyjnego sukcesu, po latach mam problem z wyborem trzech moim zdaniem najlepszych utworów. Mimo wszystko numer jeden przyznałbym utworowi: "Please No More Sad Songs" .Tutaj ta sama piosenka, ale w wersji "na żywo" z 16 września 1969 roku. Drugim moim ulubionym jest "Going Home", który jest ciekawie nagrany ze względu na podział kanałów co dzisiaj już nie jest spotykane, a kiedyś musiała być z tym niezła zabawa by w studiu bez komputera tak to zmiksować, a i towarzyszą w tym utworze skrzypce co bardzo cenię. Trzecim utworem z tej płyty będzie "Sea Of Dreams" spokojny kawałek idealny do spania. Z tej płyty jak i z poprzedniej trudno wybrać jakieś bardziej ulubione ponieważ jak i na jednej tak i na drugiej nie ma utworów wybijających się ponad wszystkie. Jednakże dużo jest takich prostych łatwo wpadających w ucho. Podobnie utwory oznaczone kolorem są podlinkowane w możliwie najlepszych wersjach do odsłuchania.

Time Is (1971)



Ostatni album Idle Race już bez udziału Lynne

Tracklist

1. "Dancing Flower" (Dave Pritchard) – 2:14
2. "Sad O'Sad" (Pritchard) – 3:28
3. "The Clock" (Pritchard) – 3:22
4. "I Will See You" (Dave Walker) – 3:11
5. "By the Sun" (Roger Spencer) – 6:42
6. "Alcatraz" (Pritchard, Spencer, Walker) – 4:02
7. "And the Rain" (Walker, Pritchard) – 2:52
8. "She Sang Hymns Out of Tune" (Jesse Lee Kincaid) – 3:07
9. "Bitter Green" (Gordon Lightfoot) – 3:45
10. "We Want It All" (Walker, Spencer) – 4:10

 Dla mnie płyta sama w sobie jest tragiczna. Dużo zawiera coverów co wskazuje prawdopodobnie na brak koncepcji na album. Tytuł zaś "Time Is" mówi o czasie na coś tylko na co ,chyba żeby zakończyć działalność. Polecić tutaj mogę utwór "The Clock", "Bitter Green", który czułem, że gdzieś już obił mi się o uszy, a okazał się coverem , tak samo jak "She Sang Hymns Out of Tune".  To jest jedyna płyta The Idle Race w której nie ma w czym wybierać, bo utwory są tak słabe. 

Teraz czas na wisienkę na torcie czyli "Back To The Story"

The Idle Race - Back To The Story


Tracklist

CD One

(The Birthday Party)


1. "The Skeleton And The Roundabout"
2. "Happy Birthday"
3. "The Birthday"
4. "I Like My Toys"
5. "Morning Sunshine"
6. "Follow Me Follow"
7. "Sitting In My Tree" (mono)
8. "On With The Show"
9. "Lucky Man"
10."(Don't Put Your Boys In The Army) Mrs. Ward"
11. "Pie In The Sky"
12. "The Lady who Said She Could Fly"
13. "End Of The Road"
(Idle Race) 

1. "Come With Me" (rechanneled to simulate stereo)
2. "Sea Of Dreams"
3. "Going Home"
4. "Reminds Me Of You"
5. "Mr. Crow and Sir Norman"
6. "Please No More Sad Songs"
7. "Girl At The Window"
8. "Big Chief Woolley Bosher"
9. "Someone Knocking"
10. "A Better Life (The Weather Man Knows)"
11. "Hurry Up John"

Alternative Versions 

1. "Lucky Man" (mono)
2. "Follow Me Follow" (mono)
3. "Days Of Broken Arrows" (mono)

CD Two

(Non-album Tracks)

1. "(Here We Go 'Round) The Lemon Tree" (mono)
2. "My Father's Son" (mono)
3. "Imposters Of Life's Magazine" (mono)
4. "Knocking Nails Into My House" (mono)
5. "Days Of The Broken Arrows" (mono)
6. "Worn Red Carpet" (mono)
7. "In The Summertime"
8. "Told You Twice"
9. "Neanderthal Man" (rechanneled to simulate stereo)
10."Victim Of Circumstance" (rechanneled to simulate stereo)

(Time Is)

1. "Dancing Flower" 
2. "Sad O'Sad" 
3. "The Clock" 
4. "I Will See You" 
5. "By The Sun" 
6. "Alcatraz" 
7. "And The Rain" 
8. "She Sang Hymns Out Of Tune" 
9. "Bitter Green"
10."We Want It All" 
11. "It's Only the Dog" (mono)*
12. "Your Friend" (mono)*

* Te dwie piosenki The Nightriders dostępne są wyłącznie na kompilacji wydanej w 1996 roku.

Back To The Story jest dwu płytową kompilacją zespołu z lat sześćdziesiątych o nazwie The Idle Race. W skład tego box setu wchodzą trzy oficjalne albumy studyjne zespołu. Pierwszy raz kompilacja była wypuszczona w 1996 roku i zawierała wczesne dokonania Jeff’a Lynne z zespołem Nighriders, jej nakład został szybko wyczerpany. Ponowne wydanie kompilacji miało miejsce w 2007 roku, ale box set został opublikowany bez utworów zespołu Nightriders. Ja akurat słuchałem wersji bez utworów Nightriders.

Starałem się większość utworów zaprezentować, ale jak wisienka to wisienka. Na kompilacji "Back To The Story" znajduje się kilka utworów nie prezentowanych na żadnym albumie studyjnym. Niestety utwory te są monofoniczne, ale dwa z nich nie są już tak spokojne i cukierkowe jak materiał z albumów studyjnych. "Imposters Of Life's Magazine" oraz "Days Of The Broken Arrows" pióra Lynne to prawdziwe perełki czego nie można powiedzieć o reszcie utworów dodatkowych. Zresztą samemu trzeba przesłuchać i ocenić dokonania tej grupy żeby wyrobić sobie zdanie w tym temacie, moja opinia jest niczym laika, bo w temacie muzyki nie obracam się aż na tyle, a jak to się mówi ilu ludzi na świecie tyle różnych gustów.
Pozdrawiam i gorąco zapraszam do wysłuchania

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Święta i po świętach


Witam po długiej nieobecności. Wiem, obiecałem, że będę pisał codziennie, ale nie miałem do tego głowy. Cały swój wolny czas poświęcałem na konfigurację komputera. Początkowo miałem Windows 7, ale wskutek problemów spowodowanych zbyt dużym zużyciem zasobów procesora prowadzących do chwilowym zawieszeń całego komputera zdecydowałem  się na powrót do Windows Xp. Przez pewien czas walczyłem dzielnie z siódemką, wyłączyłem wszystkie efekty wizualne, a mimo to dalej brakowało tego "kopa" zwłaszcza przy grach we flashu, których jestem fanem na znanym niebieskim portalu. W końcu walka dobiegła końca i trzeba było przywitać się z poczciwy xp-kiem. Swoją drogą kartę grafiki też mam archaiczną. Co w dzisiejszych czasach znaczy taki GF5500 z 128 MB ramu. Pewnie część winy za taki stan rzeczy ponosi grafika. Kiedyś zraziłem się do Radeonów przez te ich "wspaniałe" sterowniki, dlatego teraz jeśli mam wybór biorę GF. Po przejściu męki z instalacją SP3 oraz DirectX system pracuje stabilnie, choć dalej szału nie ma na grach we flashu, ale teraz można to jakoś przeboleć. Mam nadzieję, że coś jeszcze wykombinuję by polepszyć ten mój komputer z "odzysku" ;D


Święta minęły w przyjemnej atmosferze. Po Wigilii jak co roku wybrałem się na Pasterkę. Zwykle nie śpiewam nawet kolęd, ale posłuchać jak to robią inni to już inna sprawa. W tym roku praktycznie cały kościół był wypełniony ludźmi, choć odkąd zmienił się w mojej parafii proboszcz coraz mniej kolęd wykonuje się na tego typu mszy. Szopka w tym roku też jakaś skromniejsza. 
  
Mimo okresu świątecznego cały czas brakuje mi trochę śniegu, choć za odśnieżaniem nie przepadam, a już miałem okazję nawet niedawno obsługiwać ręczne urządzenie odśnieżające powierzchnie płaskie zwane potocznie miotłą :D Zwykle w Święta było mnóstwo trzeszczącego pod nogami śniegu. Pamiętam jak w zeszłym roku napadało go tyle, że koty chodziły tylko odśnieżonymi ścieżkami. Kilka lat wstecz po "ostrym" Sylwestrze jeszcze było z czego ulepić bałwana, a teraz można co najwyżej błotnego ludzika xD Ja cały czas liczę, że prawdziwa zima do nas przyjdzie jeszcze w tym roku.  

środa, 21 grudnia 2011

Wizyta u mechanika

Po powrocie z poniedziałkowych zajęć okazało się, że już mamy święta, więc korzystając z wolnego wtorku opanowywałem programy multimedialne, a zwłaszcza te odpowiedzialne za edycję muzyki. Wczoraj o tym nie wspominałem, ale nadszedł czas wymiany pasków w samochodzie i w poniedziałek odwiozłem samochód do mechanika. Do wymiany poszły wszystkie paski, napinacze, pompa wody i płyn chłodniczy. Dzisiaj dopiero go odebrałem i z tej okazji trzeba było wcześnie jak na mnie wstać, bo o 8. Zwykle nie lubię jeździć do mechanika tylko i wyłącznie ze względu na to, że ma on warsztat w tak niewygodnym miejscu na górce, że później ciężko się wyjeżdża. Cała zabawa polega na tym, że zwykle nie ma gdzie się obrócić i muszę zjeżdżać tyłem z góry. Chyba nigdy nie polubię jeżdżenia na wstecznym. Jak przychodzi sezon zmiany opon to wiem, że choć nie przepadam, za jeżdżeniem tam to jednak muszę. Zostawiając samochód zaparkowałem go tyłem i pomyślałem, że przyjadę i tak samo będzie stał, ale to byłoby za fajnie.Stał oczywiście jako 3 w kolejce do wyjazdu z garażu. Nakręciłem się dzisiaj bez wspomagania, którego mój opel nie ma. Kiedyś warsztat był w innym miejscu równie trudnym do wyjechania i myślałem, że zmiana miejsca warsztatu poskutkuje polepszeniem warunków dojazdowych, ale nic z tych rzeczy. Mimo tego, że mam dwa lata prawo jazdy, nie przejechałem wystarczająco dużo kilometrów by super jeździć. Cały czas mam problemy z parkowaniem, ale może dlatego, że jestem perfekcjonistą. Ogólnie będąc krytycznym wobec siebie za całokształt jeżdżenia mogę sobie postawić 3 z małym minusem. Jeszcze nigdy nie zdarzyło by prosić kogoś o pomoc, bo nie umiem wyjechać. Jestem jakby nie było facetem, a taki typ jak ja nie poddaje się i nie zna słowa nie umiem.  Jedyną moją zaletą jako kierowcy jest podzielna uwaga, a wada nadmierna nerwowość. Najbardziej denerwującym czynnikiem jest to jak ktoś jedzie i rozmawia przez telefon myśląc o wszystkim tylko nie o prowadzeniu samochodu, a zwykle tak mają mężczyźni. To tyle na temat moich umiejętności poruszania się.
Wspominając temat o nagrywaniu na magnetofon wczoraj w wannie wymyśliłem na to receptę. Postaram się kupić puste szpule i zastosować nową taśmę, ale taką do magnetowidu. Problem tylko będzie jeden, że trzeba ja przeciąć na pół. Kolejną trudnością może być to, że taśma ta jest bardziej wiotka od standardowej do magnetofonu, a w związku z tym istnieje prawdopodobieństwo jej wciąganie przez magnetofon. Tak czy inaczej warto chociaż spróbować, a może efekty będą zadowalające.  

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Pierwszy mem

Przez połowę dnia dalej męczyłem dzisiaj temat magnetofonu. Pokusiłem się nawet o rozmagnesowanie toru przesuwu taśmy lutownicą transformatorową z powodu braku demagnetyzera do głowic, który to jest bardzo trudno osiągalny. Demagnetyzowanie lutownicą niesie za sobą ryzyko uszkodzenia głowicy, ale chęć sprawdzenia co ono przyniesie dla magnetofonu wzięła górę. Na sama myśl o tym co mam zrobić aż się spociłem :D Po całej operacji przy odtwarzaniu znaczących różnic nie zauważyłem. Później wziąłem się za czyszczenie taśmy i to dało efekt w postaci czystszego dźwięku. Jak tylko złożę filmik z magnetofonem w roli głównej to pochwalę się tym co udało mi się z tego ponad dwudziestoletniego zabytku wycisnąć. 
Leżąc dzisiaj w wannie wpadłem na pomysł fajnego mema. Nawet nie miałem pojęcia o tej całej historii z kotem, aż do zeszłego tygodnia. Nie bywam na kwejku i tym podobnych stronach. Stąd moje zacofanie w internetowych historiach :D
Skoro nie ma śniegu, więc:


niedziela, 18 grudnia 2011

Pierwsze nagranie


Wczoraj zrobiłem małą aktualizację na stronie, a mianowice dodałem zakładkę kontakt, a w niej statusy mojego gg jak i aqq. Chciałem dodać jeszcze tlena, ale po godzinie zabawy , która nie dała żadnego rezultatu znalazłem  informację, że statusy tlenu nie działają na stronach www :D     
Po sobotnim śniadaniu przyszedł czas na dalsze testy mojego magnetofonu szpulowego.  Postanowiłem po raz pierwszy w XXI wieku dokonać nagrania. Przy okazji tego procederu wyszedł problem z luźnym paskiem napędowym magnetofonu, ale to jeszcze może poczekać.  Po zapuszczeniu sygnału z mp3 wszystko wyglądało dobrze, aż do momentu odtworzenia nagrania.  Początkowo wziąłem  pierwszą z brzegu taśmę znalazłem wolny fragment wyczyściłem i nagrałem. Nie zadowolił mnie wynik nagrania, więc nagrałem to samo jeszcze raz na całkowicie innej taśmie. Niestety cały czas mam słaby poziom sygnały wyjściowego przy odtwarzaniu nagrania. Problem występuje tylko i wyłącznie na prawym kanale. Różne rzeczy sobie myślę o tym problemie. Może to być wina: głowicy, prądu podkładu.   Godzina 2:30 stała się cudowna rzecz. Problem nagle ustąpił :D Czyżby to czyszczenie głowicy dało o sobie znać? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że przejadę głowice alkoholem izopropylowym. Na dokładkę wstawiam dzisiejsze zdjęcie mojego ” stanowiska pracy” :D

sobota, 17 grudnia 2011

Dzień jak co dzień

Wczorajszego wpisu nie było. Problemy natury sprzętowej z komputerem spowodowały nie małą zabawę. Do tego doszło przeciąganie internetu skrętką, konfiguracja routera. Instalacja wszystkich potrzebnych mi programów wyssała mnie do dna jak wampir swoją ofiarę :D Dzisiaj już wszystko ogarnąłem, ale wczorajsze siedzenie do 3 odcisnęło swoje piętno na moim wyspaniu. Z reguły prowadzę nocny tryb życia co w połączeniu ze studiami dziennymi daje mi się ostro we znaki, ale od ostatnich dwóch tygodni kombinacje na studiach powodują, że na uczelni pojawiałem się tylko w poniedziałek. Praktycznie wczoraj miała być ta makabryczna chwila kiedy to pójdę do dentysty zrobić porządek z tym ostatnim zębem. Wielokrotnie termin się przesuwał, ale piątek miał być ostateczny. Mogę z ulgą odetchnąć , bo termin się przesunął. Niestety i tak będę musiał zobaczyć się z tą paskudną wiertarką na powietrze. Pani dentystka do której stale chodzę ma takie fajne kraty w oknach na które jest widok z fotela. Jednym słowem nikt nie ma szans uciec mimo, że jest to pierwsze piętro. Tyle o moim dzisiejszym dniu.
Temat jest na topie to wypada i jego poruszyć. Dzisiaj z pewnego niebieskiego portalu społecznościowego dowiedziałem się o zwolnieniu Romualda Jakubowskiego, kierownika redakcji muzycznej Programu I o czym można przeczytać w artykule. Jest w nim nawet wzmianka o powodzie takiej decyzji jako braku możliwości kontynuowania współpracy. Niestety ja nie miałem okazji słuchać audycji "Klasycy rocka" ani "Rock noc" , bo z reguły nie słucham radia w ogóle, choć mój leciwy Radmor 5102T ma przestrojoną głowicę na "wyższy" zakres częstotliwości pasma UKF. W sprawie tego nieoczekiwanego zwolnienia zawrzało w internecie co znalazło swoje ujście w petycji. 
W obecnej chwili jak pisze ten artykuł pod petycja podpisało się 119 osób. Podejrzewam, że mimo usilnych starań społeczności internetowej, jeśli decyzja o zwolnieniu zapadła to tak zostanie. Gdyby to była stacja komercyjna to zależało by jej właścicielowi na wpływach z reklam i zagranie tak słuchaczom na nosie mogłoby spowodować zmniejszenie jego grona. Program Pierwszy Polskiego Radia tak samo jak telewizja publiczna utrzymuje się w większości z abonamentu RTV, który jest niejako haraczem ściąganym za posiadanie telewizora i radia. Wniosek z tego co napisałem jest prosty. Czy mniej osób będzie słuchało publicznego radia czy więcej i tak tyle samo środków wpłynie do radiowej kasy. Zwykły słuchacz, a nawet ich grupa nie ma praktycznie żadnej możliwości wpłynięcia na program takiego radia publicznego. Gdyby to była komercyjna stacja radiowa takie pochopne usunięcie programu, a co za tym idzie odejście sporej grupy słuchaczy znalazłoby swoje odzwierciedlenie w mniejszych wpływach m.in z reklam, a żadna rozsądna stacja nie pozwoliłaby sobie na takie uderzenie po kieszeni. Na zakończenie chciałbym życzyć wszystkim słuchaczom audycji "Klasycy rocka", oraz "Rock noc" pomyślnego zakończenia tego incydentu ze zwolnieniem Pana Jakubowskiego, oraz powrotu tych audycji na antenę.